Translate

piątek, 30 maja 2014

Murder Buisness - 18. " Oh, Love "

~ Harry’s P.O.V ~

Noc ta miała być nadzwyczajnie spokojna, mimo wydarzeń, które miały miejsce kilka godzin wcześniej.
Znowu nie dopilnowałem Dexie… A jej ponownie stała się krzywda. Jak mogłem pozwolić na to, aby ten parszywy chuj ją postrzelił? Ona jest taka delikatna, jak płatek róży… Widok, jak cierpiała, sprawiał mi… ból, tak. Patrzenie na to, jak krwawiła, jak płakała… To było dla mnie za wiele… Byłem twardzielem, ale widok płaczącej kobiety mnie dobijał.

Obudziłem się niespodziewanie, gdy od niechcenia przejechałam po kołdrze ręką, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie powinna być Dexie.

A jej nie było.

Całkowicie rozbudzony otworzyłem oczy i podniosłem się do pozycji siedzącej, rozglądając po pokoju. Dexie nigdzie nie było, nawet na balkonie, gdzie miała w zwyczaju siedzieć, gdy dopadał ją brak snu.
I właśnie w tym samym momencie, co miałem ją zawołać, z dołu rozległ się głośny wrzask, przez co zalał mnie zimny pot. Poderwałem się z łóżka i zbiegłem na parter, niemal pokonując schody w dwóch susłach i stanąłem przed dziewczyną, która była przyciśnięta do ściany i spazmatycznie płakała.
A to wszystko przez leżącego, nieżywego Joshuę z poderżniętym gardłem. Na czole miał napisane czarnym markerem niespodzianka.
- Co się tu dzieje… O kurwa mać! – do nas dołączył również Harry z Liam’em, a kilka minut później zbiegli się do nas również pozostali.
- Dexie, chodź tu do mnie – powiedziałem surowo, wystawiając w jej stronę rękę. Chwyciła ją bez wahania i od razu wtuliła się w mój tors, płacząc jak bóbr. – Cii… Spokojnie, kochanie… - pogłaskałem ją po głowie jedną dłonią, a drugą miałem na jej dolnej partii pleców. – Nie płacz już… Cii…
- Onn, nnie żyjee… - wychlipała w moje ramię, zalewając je łzami.
- Wiem – westchnąłem, kątem oka patrząc na martwe zwłoki Joshuy. – Chłopacy, zajmijcie się nim.
- Co z nim zrobicie? – zapytała mnie Dexie, patrząc z zapłakanymi oczami na mnie.
- Coś wymyślimy, spokojnie – odparłem cicho, wycierając jej buzię ze słonego płynu.
- Nikt go nie znajdzie?
- Nikt, obiecuję Ci to – rzekłem, ponownie oplątując ją ramionami, a gdy próbowała się obejrzeć za siebie, powstrzymałem ją. – Nie patrz na to. Nie chcesz tego, skarbie.
- Pójdziesz ze mną do pokoju? Nie chcę tam być sama – zapytała mnie drżącym głosem, wbijając swoje palce w moje plecy.
- Nie zostawię Cię – wziąłem ją na ręce i szybko przeniosłem ją do pokoju, kładąc ją na łóżku.
- Boże, Harry… ktoś go zabił! – krzyknęłam, chowając swoją twarz w dłoniach. – Proszę, powiedz, że to nie jest prawdą… Że tego nie widziałam… Powiedz, że Joshua żyje i ma się dobrze… Że jest w Cheshire…
- Dexie… - brakowało mi słów. To musiał być dla niej ogromny cios widzieć swojego ex z poderżniętym gardłem. Skurwysyna nienawidziłem, ale… nie chciałem by tak kończył. Przynajmniej na razie.
- Harry… To wszystko jest takie… nierealne… Chryste… - zadławiła się swoimi łzami, ponownie wybuchając płaczem.
- Nie… Tylko nie płacz, proszę Cię… - przytuliłem ją do siebie, sadzając na kolanach, a ta wtuliła się we mnie jak małe, bezbronne dziecko. – Nie płacz…
- Oni nas znaleźli, Harry. Ludzie Blaise’a nas znaleźli… - szepnęła niezrozumiale, ja lecz usłyszałem jej każde słowo.

I ona miała rację. Kto normalny podrzuciłby ciało Joshuy pod nasze drzwi?

Blaise nas znalazł. Kurwa mać!

***

- Jak się czuje Dexie? – zapytała mnie Perrie, która siedziała obok Zayn’a w salonie, również będąc lekko wstrząśniętą po tym… jaką niespodziankę dostaliśmy od Blaise’a i jego ludzi.
- W końcu zasnęła… Trochę to trwało, ale udało mi się ją uspokoić na tyle, aby normalnie usnęła – odparłem, ziewając i opierając się jednocześnie o framugę drzwi. – Ja zresztą też zaraz pójdę do niej i nie zostawię jej samej. To musiał być dla niej szok…
- Też bym się załamała, gdybym zobaczyła swojego ex lub na przykład Zayn’a z poderżniętym gardłem… Zaopiekuj się nią, dobrze? Nie chcę, aby ponownie cierpiała przez to całe cholerstwo, które się tu dzieje – powiedziała Perrie, wtulając się w swojego chłopaka.
- Wiem co mam robić – burknąłem. – A my jutro rano wywieziemy ciało Joshuy do lasu i… spalimy go lub wrzucimy do bagna. To jedyne rozwiązanie. Zajmie nam to może z godzinę lub dwie, więc trzeba zadzwonić po Dwayne’a i Harley’a i się zajmą dziewczynami.
- A nie lepiej teraz go wywieźć? Nie mam zamiaru wąchać zapachu trupa przez całą noc – powiedziała z obrzydzeniem Eleanor, marszcząc czoło.
- No dobra… To zaraz wszystko załatwię…
- Harry? Może któryś z was zostanie z nami? – odezwała się Sophia szeptem.
- Niby dlaczego? Chyba od pilnowania są wasi ochroniarze, tak?
- Ale oni po prostu… są dla mnie podejrzani. Są zbyt tajemniczy.
- Tacy są ochroniarze, Soph. To jest ich praca i za to im płacimy.
- Ale oni są aż przesadnie tajemniczy i to widać, Harry! Zatrudniłeś jakiś oszustów, taka jest prawda! – krzyknęła Perrie znienacka, podnosząc się z kanapy. Sam Zayn był zdziwiony jej zachowaniem, bo zazwyczaj była potulna jak aniołek i zawsze się go słuchała. – Jeśli są takimi profesjonalistami, to wiesz przynajmniej gdzie oni teraz są? Co? Huh?
- Pilnują innych klientów. Przecież nie są oni tylko na nasze żądania – odparłem, podniesionym głosem.
- Ochroniarze są prywatni, debilu – prychnęła, po czym dodała. – Dałabym sobie ręce uciąć, że to oni załatwili ex Dexie i podrzucili ciało na nasze schody.
- Przestań pieprzyć farmazony, Perrie. Dwayn’a i Harley’a znam od lat i wiem, że mogę im zaufać. Chłopacy zresztą uważają tak samo jak ja, a wy nie macie nic do gadania, jasne?
- Ja mam przestać, Harry? Pierdolisz jak potłuczony i tego nie widzisz! Ja z nimi nie zostanę, wolę już mieszkać kurwa w stodole, niż siedzieć z nimi w jednym, zasranym pokoju.
- Ja też – przyłączyła się do niej Soph, stając obok Perrie.
- I ja – dołączyła się również Eleanor. – Dexie pewnie też.
- Zachowujecie się jak dzieci – westchnąłem zrezygnowany. – Zayn, zostaniesz z nimi?
- Stary…. Lepiej by było, gdybyś ty jednak się nimi zajął. Masz Dexie na wykończeniu, ona Cię teraz potrzebuje… Pojadę z chłopakami i wszystkim się zajmiemy.
- Taak… Masz rację – powiedziałem po chwili zastanowienia. Przecież nie mogłem zostawić samej Dexie w takiej sytuacji. Byłbym dupkiem, gdyby po obudzeniu się mnie nie zastała. Miałbym potem ogromne wyrzuty sumienia. – Idę do niej… A wy macie być grzeczne, jasne? – zapytałem dziewczyn, patrząc na nich z podniesionymi brwiami.
- Tak jest, szefie – parsknęła Sophia i położyła się na kolanach Liam’a.
- Mam nadzieję – odparłem, po czym poszedłem na górę, wchodząc do mojej i Dexie sypialni. Dziewczyna jak na moje nieszczęście obudziła się i siedziała na środku łóżka zwinięta w kłębek i bujała się na boki. Podbiegłem do niej i próbowałem ocucić z tego stanu. – Dexie, kochanie? Wszystko w porządku? Potrzebujesz czegoś?
- Nnie… opuszczaj mnie – powiedziała drżącym głosem.
- Nigdy. Nigdy Cię nie zostawię – mruknąłem, siadając obok niej i pozwolić się jej we mnie wtulić. Cała się trzęsła, a z pomiędzy jej oczy wypływały łzy. – Proszę… Nie płacz… Nie lubię gdy to robisz. Sam mam ochotę się rozpłakać.
- Taki twardziel jak ty? – zapytała cicho.
- Nawet ja mam uczucia, ale nikomu nie mów. To tajemnica – Dexie zaśmiała się pod nosem, ale to był smutny śmiech, a nie taki wesoły, który uwielbiałem.
- Nie wiedziałam, że tak współczujesz ludziom, wiesz? Tym bardziej mi.
- Wszystko się zmieniło, Dexie. Miałem się o Ciebie troszczyć, pamiętasz? – Dexie pokiwała delikatnie głową. – No właśnie. Teraz właśnie dotrzymuję tej umowy i staram się, abyś czuła się komfortowo w moim towarzystwie.
- Wcześniej Cię to nie obchodziło.
- Powiedziałem Ci już, że to było wcześniej – westchnąłem, podnosząc jej głową i spojrzałem w jej piękne, brązowe zapłakane oczy, które błyszczały ogromnym smutkiem. – To było wcześniej, a teraz to teraz. Popełniłem sporo błędów, ale staram się je naprawić.
- I póki co, wychodzi Ci to – uśmiechnęła się lekko, ale szczerze i przygryzła dolną wargę.
- Nie gryź swojej wargi, bo wtedy mam ochotę ja to robić – mruknąłem głębokim głosem, kładąc dłoń na jej gołym udzie, gdyż była w tylko w krótkich, dresowych spodenkach i czarnym podkoszulku. W takim stroju, nie powiem, kusiła. I to nawet bardzo, lecz nie mogłem jej do niczego zmuszać, dopóki sama nie pozwoliłaby mi zrobić kolejnego kroku na przód.
- To czemu… tego nie zrobisz? – spytała, przybliżając się do mnie, lekko pochylając się do przodu. Jej twarz znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od mojej i naprawdę : miałem ochotę ją porządnie wycałować i przelecieć.
- Chcesz tego? Teraz?
- Szczególnie teraz, Harry. Chcę o wszystkim zapomnieć i Cię poczuć… - przerwałem dziewczynie pocałunkiem, który trwał dobrą minutę dopóki się od siebie nie oderwaliśmy.
- Kontynuujemy? – uśmiechnęła się szeroko, wchodząc na moje kolana.
- Zawsze – warknąłem gardłowo, przykrywając jej usta swoimi i zabrałem ją w świat, gdzie kochała być.

Czy ja dobrze robiłem? Czy traktowanie Dexie w taki sposób było w moim stylu? Każdy zna mnie jako Harrego Styles’a – miejscowego kobieciarza z niezliczoną liczbą zaliczonych kobiet. Byłem kiedyś maszyną do seksu : uprawiałem seks z młodymi, starszymi ode mnie, z prostytutkami i z pierwszymi lepszymi dziewczynami, które spotykałem na ulicy po imprezach. Żadna nie mogła mi się oprzeć, niektóre same prosiły, aby ją przelecieć. Wiedziałem, że to brak szacunku dla nich, ale byłem głupi robiąc to wtedy. Dexie mnie zmieniła. Nie byłem już ten sam, przynajmniej w pewnej części. Wiem jednak, że ona chciała dobrze, jako jedyna ze wszystkich poznanych mi wcześniej dziewczyn. Ona była inna. Była wyjątkowym skarbem, który zesłał mi los, abym chyba już nigdy nie upadł tak nisko jak dawniej. Przede wszystkim patrzyłem na nią w inny sposób, niż ja na całą resztę. Zależało mi na niej, w jej towarzystwie czułem się rozluźniony i prawdziwy, a nie sztuczny, kim niestety musiałem być na co dzień, podczas mojej pracy w gangu. Ona dokonała… cudu.

Czy ja coś czułem do Dexie Bermont – dziewczyny, którą uratowałem któregoś wieczora na ulicy przed gwałcicielem?

Czy ja ją… kochałem w swój pewien, pokręcony sposób?


Kochać… To było to.





****************************************

Oto nowy rozdział! Co wy na to? Czyżby nasz bad boy Harry się zakochał? :D Czy wam to nie wydaje się wszystko... słodkie? <3




20 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!!! :* <3

Komentujcie <3

Hazza__69

sobota, 24 maja 2014

Murder Buisness - 17. " Blood "

Jednak nie było tak kolorowo, tak jak to sobie wyobrażałam. Owszem, nie marzyłam, że nasze życie będzie od tamtej pory usłane różami czy coś… Po prostu wszystko było dla mnie trudne do zrozumienia.

Drugim życiem Harrego był gang i nie mogłam go od tego odgonić, nawet gdybym bardzo chciała. Rozumiałam, był jego przywódcą i musiał zajmować się tymi całymi gangesterskimi sprawami, lecz od bliska kilku tygodni nie miał dla mnie czasu. Czasami, ale to naprawdę czasami, załapywałam się z nim na poranny seks, gdy udało mi się w miarę wcześniej wstać i go dorwać przed wyjściem z domu. Nasze relacje się… poprawiły. Nadal odczuwałam lekką niechęć do uprawiania z nim seksu, ale po gwałcie było to normalne, tak? Która normalna dziewczyna po takim doświadczeniu, weszłaby od razu chłopakowi do łóżka? Według mnie wtedy stawała się puszczalską szmatą.

A Harry… Zmienił się.

Nie poznawałam go. Był… zupełnie innym… lepszym człowiekiem. Nikt nigdy nie powiedziałby, że z damskiego boksera i gwałciciela zmieni się w troskliwego, urocze i co najważniejsze : normalnego chłopaka. Takie jego wcielenie mi odpowiadało.

A nawet… się w nim zakochiwałam…

***

- Harry, przestań! – zachichotałam, gdy chłopak muskał moją szyję swoimi wargami nad basenem w słoneczny dzień. Byliśmy sami, tylko my dwoje, gdyż reszta gdzieś pojechała. Wiedziałam, że zrobili to specjalnie, abyśmy spędzili ze sobą czas, który od dobrych kilkunastu dni nie dał nam dany. Ciągła praca chłopaka nas od siebie oddalała, co było dla mnie nie do zniesienia.
- Jak ja kocham Cię całować… - mruknął swoją chrypką i ugryzł skrawek skóry tuż nad moim uchem.  – Czyżbyś dzisiaj kąpała się w szamponem truskawkowym? Bo aż mam na Ciebie ochotę, wiesz?
- Zaraz wróci nasza elita… - odszepnęłam, wdychając zapach jego wody kolońskiej. Za marginesem, był boski.
- Ale została nam jeszcze krótka chwilka na małe co nie co… - wiedziałam, że za te „ małe co nie co „ zapłacę orgazmem nie z tej ziemi.
Harry spoglądając badawczo w moje oczy, pocałował mnie namiętnie , obejmując ramionami mój tułów, który był bardzo nagrzany od siedzenia w pełnym słońcu. Odwzajemniłam pocałunek z takim samym zapałem, kładąc swoje dłonie na jego ramionach i usiadłam na jego ciele, na co się zaśmiał i złożył kolejny mokry pocałunek na moich ustach, rozchylając wargi swoim językiem i wprosił się nim do środka, a zębami od czasu do czasu przygryzał moją nabrzmiałą wargę. Odpowiadałam mu cichymi jękami, których po prostu nie mogłam w sobie zdusić.
- Tak bardzo Cię pragnę, Dexie… nawet nie wiesz jak bardzo… - wycharczał, wkradając się dłońmi pod górę mojego bikini, które miałam na sobie. Harry masował moje piersi, drażnił sutki szczypnięciami, co bardzo mnie podniecało.
- Harry… - westchnęłam głośno i w tym samym momencie z głębi domu usłyszałam głośny trzask.

Romantyczny nastrój prysł.

Odsunęliśmy się od siebie jak oparzeni czymś gorącym i poderwaliśmy się do góry, stając na wyprostowanych nogach.

- Co to było? – zapytałam zaniepokojona, patrząc to na Harrego, to na budynek.
- Nie wiem… - Harry w tempie ekspresowym wyjął telefon ze swojej kieszeni i wykręcił jakiś numer, lecz na pewno nie był on żadnego z chłopaków. – Dwayne? Bierz ze sobą Harley’a i przyjeżdżaj szybko do nas, ktoś tu jest i nie jest zbyt mile nastawiony… Tak, tak, Dexie jest ze mną… Widzimy się za chwilę – i Harry się rozłączył, chwytając mnie za ramiona i pobiegliśmy w stronę małej szopy, w której się zamknęliśmy.
- Kim są Dwayne i Harley?
- Twoi ochroniarze – rzekł, otwierając jakieś pudełko i wyjął z niego naładowaną strzelbę, typowo wojskową.
- Moi? Od kiedy?
- Proszę Cię, Dexie, nie pytaj mnie o to teraz, trzeba ich załatwić, nim zrobią Ci krzywdę – odparł pośpiesznie, chcąc wyjść, lecz go powstrzymałam. Harry spojrzał na mnie zdziwiony moim zachowaniem. – Co ty wyprawiasz?
- Nie idź tam, oni mogą Ci coś zrobić – mruknęłam, zaciskając palce na jego ramieniu.
- To nie o siebie się martwię – powiedział, całując mnie krótko i uśmiechnął się na wymuszenie. – Zaraz do Ciebie wrócę…
- Nie idź – niemal go o to błagałam.
- Poradzę sobie, spokojnie – Harry pogłaskał mnie po policzku. – działy się gorsze rzeczy, niż to…
- Zostań tu i nie kłóć się ze mną – zaoponowałam, będąc lekko obruszona jego postawą.
- Wracam do Ciebie za kilka chwil – i nim zdążyłam coś powiedzieć, znikł z pola mojego widzenia.

~ Niall’s POV ~

- Jak myślicie, co robią nasze gołąbki sami w domu? – rzucił pytaniem Liam, śmiejąc się pod nosem. Szczerze? Nie wiedziałem, że Dexie była aż tak naiwna i wierzyła Harremu w każde słowo, które on jej powiedział. Może i się zmienił, ale Styles pozostanie Styles’em. On nie daje sobą pomiatać i prędzej czy później, z powrotem pokaże się nam ze swojej prawdziwej strony. On był potworem i każdy o tym wiedział. Lecz Dexie tego nie widziała, bo Harry namieszał jej w głowie. Zaledwie jakiś czas temu wypłakiwała się w moje ramię, cierpiąc z jego powodu i tego co jej zrobił. Teraz niby ich życie było usłane fiołkami?

Jakoś nie mogłem w to wszystko uwierzyć, śmierdziało mi tu ściemą na kilometr.

Ale gdy po przyjechaniu pod nasz dom, śmierdziało mi nie tylko ściemą, a dodatkowo i czymś niebezpiecznym. Z podwórza dobiegały głośne krzyki i strzały. Przeraziłem się i to nie na żarty. Niemal wyleciałem z auta i pobiegłem ku domowi najszybciej jak się to dało. Przebiegłem całe podwórze i wnętrze domu, by później zobaczyć, co się dzieje w ogrodzie. Na trawie leżało kilka uzbrojonych typków, którzy za pewne byli ludźmi Blaise’a.
- Cholera – przekląłem pod nosem, wyjmując broń zza paska swoich spodni i po szybkim nabiciu go, podniosłem broń do góry. – Hazza? Dexie?! Gdzie jesteście?!
- Niall, pomóż mi! – usłyszałem krzyk… Harrego? Czy on naprawdę prosił kogoś o pomoc? Po chwili go ujrzałem, gdy wyszedł z szopy koło naszego basenu… Miał całe ręce we krwi… Nie… Tylko nie to… - Dexie oberwała w nogę… - Wstrzymałem oddech i zmroziło mi krew, dosłownie. Natychmiast wparowałem do nich i zobaczyłem leżącą na ziemi Dexie, zwijającą się z bólu i trzymając się kurczowo za zranioną nogę. Ten widok ranił moje serce.
- Dexie... - szepnąłem załamany, klękając przed nią na kolanach.
- Boli... - jęknęła Dexie przez łzy, patrząc z widocznym cierpieniem na mnie i Harrego. 
- Wiem, mała, wiem... - spojrzałem ukradkiem na Styles'a. - Jak to się do cholery stało, powiedz mi?!
- Jeden z nich strzelił w szopę, kiedy mnie tu nie było... Myślałem, ze chybił... - zaczął się tłumaczyć.
- Chwila, chwila... - przerwałem mu. - Jak to Ciebie tu nie było? Zostawiłeś Dexie samą, debilu?! 
- Byłem blisko szopy! - wrzasnął, a Dexie przeszedł dreszcz. Harry to zauważył i momentalnie się uspokoił. - Przepraszam, kochanie... Niall, pomóż jej, proszę Cię. Kula przeleciała na wylot, ale boję się, że przebiło coś, czego bym nie chciał. 
- Dobrze, zaraz ją opatrzę - zgodziłem się bez wahania. 


~ Dexie's POV ~ 

Nie wiem jak to się stało, wszystko działo się naprawdę szybko... Poczułam ogromny ból w udzie, który rozprzestrzeniał się po całym moim ciele. Chwilę później wszędzie była krew... Mnóstwo krwi... Zbyt dużo... Nie mogłam znieść tego widoku. 
- Dobrze się czujesz? - zapytał mnie po raz setny Harry, wchodząc do naszej sypialni i przynosząc mi tabletki przeciwbólowe, które były w tamtej chwili bardzo na miejscu. Połknęłam je szybko, by nie czuć ich gorzkiego i nieprzyjemnego smaku. 
- Jest w porządku - odparłam szeptem.
- Na pewno? - Harry usiadł obok mnie na łóżku i pogłaskał swoją ręką moją zranioną nogę. 
- Tak, Harry, nie przejmuj się. Przeżyję. 
- Na prawdę Cię przepraszam, Dexie... Nie chciałem aby to kiedykolwiek się stało - powiedział, patrząc głęboko w moje oczy. - Nie chciałem byś doświadczył tego na sobie... To wszystko moja wina, mogłem Cię nie zostawiać samej...
- Harry, przestań - odezwałam się, biorąc go za dłoń, która dotykała moje udo. - Nic mi nie jest. Wszystko jest ze mną dobrze i czuję się tak samo... W tej chwili chciałabym abyś robił ze mną coś innego niż tylko gadanie, inaczej będę zmuszona Ci w końcu zamknąć te piękne usteczka... - Harry uśmiechnął się zawadiacko i wpił się w moje wargi, zabierając je w zupełnie odległy świat od rzeczywistego. 

*** 

Po odbytym stosunku, Harry zmęczony dniem zasnął, lecz u mnie sen tak szybko nie nadszedł, tak jak to planowałam. Przez dobre kilka godzin gapiłam się pusto w sufit, słysząc jedynie swój i oddech Harrego i jego urocze, ciche mruknięcia. Śpiący Harry był jeszcze przystojniejszy i bardziej spokojny. Cieszyłam się, że przynajmniej tam był normalny. 

W końcu nie wytrzymując z nudów wyszłam z pokoju w bieliźnie i szlafroku i poszłam do kuchni, sącząc sok z kartonu. Wszystko wokół było pogrążone w ciemność prócz jednej lampy ulicznej za oknem, w pobliżu domu. 

W pewnym momencie coś uderzyło w drzwi, mocno i pojedynczo. Chwyciłam się blatu ze strachu i z trudem nie opuściłam otwartego soku na podłogę. Bałam się. Cholernie bałam się tego, co tam było. Powoli podeszłam do drzwi wejściowych, a po drodze wszędzie pozapalałam światła. Miałam cichą nadzieję, że któryś z chłopaków wstanie i mi pomoże, lecz tak się nie stało. Niepewnie zaczęłam rozglądać się za czymś do obrony. I znalazłam. Na półce obok drzwi leżał nóż. Chwyciłam go obiema rękoma i po policzeniu do trzech, otworzyłam drzwi jak strzała. 

Na widok tego czegoś, co leżało na schodkach z moich ust wyrwał się paniczny wrzask, a z dłoni wypadło mi ostre narzędzie i z brzękiem spadło na podłogę. 

Na betonie leżał nieżywy Joshua z poderzniętym gardłem, a na czole miał napisane czarnym markerem :

Niespodzianka. 





************************************
Witam was kochani! Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale zbliża się koniec roku szkolnego i mam totalne urwanie głowy ;) I postanowiłam również, że wrócę do tego iż będę dodawać jeden gif na rozdział, tak jak kiedyś na Angry :D I rozdziały będą szybciej :D

Spodziewaliście się takiego końca? Skąd tam w ogóle wziął się Joshua? :O


18 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!!! :* <3

Komentujcie <3

Hazza__69


czwartek, 15 maja 2014

Marry The Night - rozdział 4.

Rozdz.4.



                                                               czytasz = komentujesz

_________________________________________________________________________

Skończyliśmy wypakowywać zakupy i Liam powiedział:
- Poznałaś dzisiaj kogoś w szkole? Nie licząc naszej elity - zaśmiał się na koniec.
- Tak, poznałam Carę, ciekawa osoba. Już dzisiaj mi pomogła... Czuję, że się zaprzyjaźnimy - uśmiechnęłam się.
- No to super, a do szkoły wszystko masz kupione?
- Tak... To znaczy jutro z historii i WOSu dowiemy się, jakie książki mamy kupić, a tak poza tym to wszystko mam.
- Ok. Więc jakoś skoczymy do księgarni jutro to dokupimy sobie brakujące książki, a i zapomniałbym: bądź ostrożna, bo wiesz, że nie mogę Ciebie pilnować w szkole... To znaczy na przerwach , na większości przerw, będę miał Cię na oku. Pewnie będziesz siedziała przy naszym stoliku z nami, wiesz... teraz jesteś na mnie skazana i na moich kumpli ...
- Dam radę, nie będę rozrabiała... postaram się.
- Mam nadzieję, siostro - podkreślił z uśmiechem ostatnie słowo.
- Dlaczego się tak ciągle uśmiechasz i podkreślasz słowo ''siostra''... Bo nie wiem, co mam myśleć. Czy uśmiechasz się a w głębi duszy myślisz ''Boże... żebym wytrzymał z tą gówniarą... Za jakie grzechy robię za niańkę?!'', czy może...
- Nie! -przerwał mi. - Uśmiecham się, bo się cieszę. Na prawdę się cieszę, bo zawsze chciałem mieć młodszą siostrę. I nie czuję, żebym musiał Ciebie niańczyć, tylko czuję wewnętrzną potrzebę troszczenia się o Ciebie jak o młodszą siostrzyczkę. Rozumiesz? Nawet mi tu głupot nie gadaj, że mi zawadzasz czy coś w tym stylu. BARDZO , BARDZO SIĘ CIESZĘ, że mamy okazję się lepiej poznać, że będę mógł o Ciebie dbać i że tu jesteś - ''jejka *u* Ale mam zarąbistego brata...'' i łezka wzruszenia zakręciła mi się w oku.
- Jeju...                                                                                           
- Ej, przestań, tylko się nie marz - zaśmiał się, mocno mnie obejmując braterskim ramieniem.
- Mam bardzo fajnego brata - uśmiechnęłam się.
- Ale ja mam jeszcze fajniejszą siostrę - odwzajemnił uśmiech. Poczułam ciepło rodzinne, którego mi ostatnio w Londynie brakowało. '' A właśnie... Londyn, mama! ''
- Li! A wiesz, gdzie jest teraz moja mama i kiedy zadzwoni? - spojrzałam mu w oczy.
- Nie wiem, czy zadzwoni.... A jeśli już to nie prędko... - brunet zrobił kwaśny wyraz twarzy.
- C... co... co się stało?! - wydusiłam z siebie.
- Nic się nie stało. Są z tym jej ...no, wiesz, są bezpieczni. Rzecz w tym, że jej telefon do Ciebie mógłby być niebezpieczny, zarówno dla nich jak i dla ciebie...
- A... rozumiem... - oparłam się o stół.
- Wszystko w porządku?
-T... tak, wiesz, muszę ... ja pójdę do pokoju - szybkim krokiem opuściłam kuchnię i przechodząc przez salon
 i po schodach niemalże wbiegłam na drugie piętro do mojego pokoju, zamykając za sobą drzwi, po czym rzuciłam się na łóżko. ''Sus, co Ci jest... ejjj noooo... mam już dosyć, przecież nie będę płakać, co się ze mną dzieje... Boję się... boję się, że stracę mamę i nigdy już jej nie zobaczę, a to wszystko przez Josepha! Gdyby nie wpadł w kłopoty! Właśnie... nawet sama nie wiem, jakie kłopoty. To wszystko jest takie poplątane i do tego nie mogę żyć jak normalna nastolatka, tylko ciągle ktoś mnie musi pilnować. A w dodatku Liam musi mnie mieć na głowie... Może on z tą siostrą to tylko tak mówił, żeby mnie nie dobijać... Eh, nic nie wiem. I weź tu człowieku ''bądź mądry i pisz wiersze''. Susanna, ogarnij się... i będzie dobrze. Tak, okłamuj się i będzie lepiej. BĘDZIE DOBRZE, oszukaj się'' - myślałam, hamując łzy. W pewnej chwili rozmyślanie przerwało pukanie do drzwi.

*oczami Liam'a

- Co się stało? - podszedł do mnie Malik, kiedy stanąłem zdezorientowany przy schodach.
- Nie wiem... Kurde, chyba coś powiedziałem nie tak. Muszę z nią porozmawiać - wzruszyłem ramionami.
- Może daj jej chwilę, wiesz... niech sobie przemyśli, ale o czym gadaliście, że poleciała z głową wpatrzoną w podłogę?
- O, o jej mamie. Dzisiaj wam opowiem o naszej rodzinie, ale teraz muszę z nią pogadać. Tylko nie wiem jak...
- Normalnie, szczerze. Może ona ma jakieś problemy, a skoro jesteś jej bratem to niech się otworzy przed Tobą. Ciekawe, czy ona ma z kim pogadać - powiedział dosyć MĄDRZE jak na siebie Zayn.
- Masz rację - przytaknąłem i ruszyłem po schodach.

Pukałem do drzwi pokoju Susan dopóki ich nie otworzyła.
- Chyba mnie źle zrozumiałaś... - zacząłem, wchodząc do jej pokoju i siadając na łóżku. - Płakałaś? - rzuciłem, widząc wyjątkowo świecące się oczy brunetki.
- Nie - wlepiła wzrok podłogę.
- Muszę ci to wszystko dokładnie wyjaśnić, a ty mi...
- Nic nie musisz - przerwałam mu. - Ja rozumiem jaka jest sytuacja... Tylko...
- No właśnie, tylko co? Coś się stało, czegoś się obawiasz, czy co? Sus, ja naprawdę chcę wiedzieć, bo może mogę ci jakoś pomóc albo rozwiać twoje obawy.
- Czy ja już nigdy nie zobaczę mamy? - spojrzała mi prosto w oczy.
- Zobaczysz, głuptasie! Jejuuu, to dlatego...
- Tak, marzę się jak dziecko, może nim jestem... Nie chciałam płakać przy kimś - przerwałam mu, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Nie martw się, nie płacz, a jeśli już to tylko przy mnie  - przytuliłem mocno młodszą siostrę. - Zobaczysz się z mamą, na pewno. Obecna sytuacja nie potrwa długo. Tato chce im pomóc i na miarę możliwości to robi, jednak nie do końca mu na to pozwala ten cały Jo. Uważa, że sam wypakuje was z tego bagna, w którym siedzicie i że nie wplącze w to policji, bo może być gorzej. Z tym drugim ma rację, bo w końcu zadarł z gangiem, więc policja mogłaby tylko pogorszyć sprawę... Susie? - przerwałem sobie, widząc jak dziewczyna stoi z szeroko otwartą buzią , nic się nie odzywając.
- G.. GANGIEM?!
- Tego nie wiedziałaś? - dziewczyna w odpowiedzi pokręciła przecząco głową. - OK,no to teraz wiesz. Tylko, co dokładniej z tym gangiem to i ja nie wiem. Wiem jedynie, że rozchodzi się o pieniądze. Tato chciał dać Josephowi ten hajs, ale on uparcie mówi, że sam sobie coś wykombinuje. Ale na to też musi mieć czas, a gangi nie lubią długo czekać na pieniądze, więc ... jesteście w niebezpieczeństwie,dlatego ktoś z nas musi cię ciągle mieć na oku. A z mamą się zobaczysz, ale to trochę potrwa. Myślę, że rok co najmniej, jeśli dalej Jo nie przyjmie propozycji naszego taty. Ale nie martw się, zobaczysz : wszystko będzie dobrze. Nic się nikomu nie stanie - dodałem na koniec pokrzepiająco.
- Dzięki, Li - powiedziała dziewczyna, uśmiechając się przy tym słabo.
- Idziemy pograć z chłopakami? - rzuciłem.
- Ja zostanę...
- Okej, nie będę naciskał. A nie jesteś głodna?
- Niee
- Dobra, to w razie co zejdź do nas. To znaczy możesz zejść do nas w każdej chwili... -zacząłem się tłumaczyć.
- Ok, rozumiem - zaśmiała się.
- To ja lecę - wyszedłem z pokoju brunetki i skierowałem się na dół do salonu.
     W salonie szybko wyjaśniłem, że Sus wystraszyła się, że nie zobaczy nigdy swojej mamy. Wyjaśniłem też od razu sytuację w jakiej się znajduje nasza rodzina i że Susanne jest chyba najbardziej narażona, bo mogą ją porwać.
- Możemy mieć na nią oko - powiedział Hazza.
- Tak, dokładnie - przytaknął Niall.
- I będziemy na nią patrzeć, pomożemy ci się nią zajmować - dodał Louis.
- I jakby trzeba było z nią gdzieś pójść czy zostać to też na nas możesz liczyć - skwitował Zayn.
- No... na Malika szczególnie! - zaśmiał się Horan, na co Mulat zareagował następująco:

dodając:
- HA ha ha ha, ale Horanek dzisiaj zabawny, może niech się już lepiej zamknie - na co wszyscy zareagowaliśmy głośnym śmiechem.


- Dzięki, chłopaki - powiedziałem, gdy uspokoiłem śmiech.
- Luz, bro! Możesz na nas liczyć - zakończył Styles, na co wszyscy przytaknęli twierdząco głowami.
Potem graliśmy na x-box'ie w Fifę. Czas zleciał bardzo szybko.
- Która godzina? - zapytałem, pijąc wodę wyjętą chwilę temu z lodówki.
- 20:10 - odpowiedział Tommo.
- Jestem głodny ... - zaczął Niall.
- Upieczmy pizze! - rzucił świetny pomysł Harry.
- Jestem zmęczony, może zamówmy? - zaproponowałem.
- I będzie szybciej - poparł mnie blondyn.
- Okej - powiedział Hazza i Lou.
- To ja zamówię, niech ktoś z was idzie się kąpać, żeby później nie było kolejki do łazienek - Zayn ponownie tego dnia zaskoczył mnie racjonalnym myśleniem.
- Ja się kąpię! - Louis wybiegł z kuchni.
- Zajmuję drugą łazienkę! - za brunetem wybiegł lokaty.
- Ja posiedzę przy TV i będę czekać na pizze - oznajmił lekko podekscytowany Nialler, kierując kroki w stronę kanapy.
- Zamawiaj ... - zacząłem do Malika, wymieniając jakie rodzaje pizz ma zamówić. - Kasa w szafce nad mikrofalówką - dodałem.- A przez ten czas idę do pokoju i ogarnę plan jutrzejszego dnia - opuściłem kuchnię i udałem się do mojego pokoju.
40 minut później do mojego pokoju zapukał Zayn:
- Pizza już jest, wszyscy już jedzą, chodź - na ostatnie słowo otworzyłem drzwi.
- Okej - i ruszyłem w stronę schodów. - Sus też jest w kuchni? - upewniłem się.
- Nie, właśnie miałem zawołać resztę... Już po nią lecę - i Malik zniknął na schodach prowadzących na drugie piętro.
Ja zaś zszedłem na dół i dosiadłem się do stołu, biorąc kawałek pizzy.

*oczami Susanne
Usłyszałam pukanie do drzwi, nie miałam siły wstać, ponieważ byłam zaspana. Widocznie musiało mi się przysnąć.
- Proszę! - krzyknęłam.
- Chodź, zamówiliśmy na kolację pizze - Mulat stanął w drzwiach i oparł się o ich framugę.
- Nie chce mi się... Nie jestem głodna, dzięki - ponownie zatopiłam moją głowę w miękkiej poduszce.
- Zawsze tak wcześnie chodzisz spać? Jest 21 - zaśmiał się.
- Nie,  przysnęło mi się po prostu, byłam zmęczona...
- Okej, na pewno nie jesteś głodna? Nie przypominam sobie, żebyś coś jadła od kiedy tu przyjechałem. Kiedy ostatnio jadłaś? - ''co to kurNa za przesłuchanie?!'' .
- W szkole batona - powiedziałam niepewnie, na co on podszedł i ściągnął mnie z łóżka, zarzucając moje ciało sobie przez ramię. - Jak nie idziesz jeść, to ja ciebie zaniosę - dodał, wychodząc z mojego pokoju.
- Możesz mnie puścić, pójdę sama - zaśmiałam się.
- No, a po drodze zemdlejesz. Wtedy cię nie złapię...
- Postaw mnie na podłodze - zakończyłam pewnie.
- Okej - Malik wykonał moją prośbę, a raczej rozkaz.
Stałam przed schodami, zrobiłam krok pierwszy, później drugi, a później lekko zakręciło mi się w głowie i szybko złapałam się barierki, zaś Zayn złapał mnie w pasie:
- Co się dzieje?
- Nic... Tylko się złapałam poręczy - skłamałam.
- Na pewno? - rzucił badawcze spojrzenie.
- TAK - ruszyłam przed siebie, trzymając się barierki ''na wszelki wypadek''.
Rzeczywiście byłam osłabiona, jednak mogłam to zgonić na moją drzemkę.
- Hej - powiedziałam, siadając przy stole.
- Wszystko w porządku? - zaniepokoił się Liam. - Kiepsko wyglądasz...
- Tak, tak mam jak się zdrzemnę w dzień - wyjaśniłam krótko, lekko kopiąc pod stołem Malika w nogę i wysyłając krótki porozumiewawczy uśmiech ''MILCZ'' . - Smacznego - powiedziałam, biorąc kawałek pizzy.

____________________________________________________________________________
witam ! mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał :D Liczę na szczere komentarze ;)
Kocham Was :***
odpowiadam na prośbę: rozdziały będę dodawać co weekend ;)

PS
Przepraszam za wszelkie błędy stylistyczne, ortograficzne, interpunkcyjne i inne  ;)





środa, 14 maja 2014

Murder Buisness - 16. " Unexpected Course Of Events..."

Uwaga!

W tym rozdziale występują treści erotyczne nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia, czytasz na własną odpowiedzialność!

Ale i tak wiem, że przeczytacie, zboczuszkii moje! :*

**************************************

- Dziewczyny, to nie jest chyba dobry pomysł... - zaczęłam niepewnie, trzymając w ręku bieliznę, którą dostałam od dziewczyn po wyjściu z łazienki. - Nie wiem, czy dam radę...
- Dasz, poradzisz sobie, uwierz nam - odparła Sophia. Z westchnięciem nie zdejmując ręcznika, założyłam na siebie skąpy, czerwony stanik i dolną bieliznę w tym samym kolorze co reszta. - Pokaż się.
- Sophia... 
- No co? Wstydzisz się nas?
- Nie, ale...
- No właśnie - Sophia chwycił mój ręczniki jednym pociągnięciem zdarła go ze mnie. Na mój widok dziewczyny zagwizdały z wrażenia. - Kobieto, dlaczego ty chowałaś swoje ciało? Wyglądasz zajebiście! 
- Popieram - rzekła Eleanor. - Może lubisz dziewczyny, co?
- Nie przesadzajmy, okay? - uśmiechnęłam się sztucznie. - Gdzie są chłopacy? Chcę to mieć za sobą. 
- Harry i reszta powinni wrócić za chwilkę, więc my się zmywamy - powiedziała Perrie, spoglądając na wyświetlacz swojego telefonu, po czym przeniosła wzrok na mnie. - Powodzenia.
- Nie dzięki - lekko zawstydzona zakryłam się rękoma i usiadłam na pościeli łóżka, a dziewczyny powoli opuściły pokój. Wtedy moje myśli zaczęły szaleć.

Co ja do kurwy nędzy robiłam? Czy ja oszalałam i miałam zamiar uprawiać seks z Harrym po tym, co mi zrobił? Czy mi do reszty odbiło? 

Lecz to był jedyny sposób na to, jaki naprawdę jest Harry : czy jest seks maszyną do zaliczania lasek, czy normalnym chłopakiem z uczuciami. Strasznie byłoby, gdyby wstąpiła by w niego ta pierwsza postać, a wtedy będę musiała ponownie znosić cały ten koszmar. To mógł być mój najgorszy dzień w życiu lub… no właśnie… Jaki?


Nim zdążyłam jakkolwiek zareagować, usłyszałam na dole głośne śmiechy i tupania butów. Moje serce podeszło do gardła i zrobiło mi się strasznie gorąco. Przeczesałam nerwowo włosy do tylu i wzięłam kilka głębokich wdechów i wydechów, po czym zgasiłam światło i podeszłam do okna, opierając się dłońmi o parapet. Na prawie czarnym niebie widniał duży księżyc, który porażał swoim blaskiem. Ten widok również mnie odrobinę uspokajał i ciężar z mojego ciała opadał. 

W pewnym momencie poczułam, jak czyjeś duże ręce dotykają mojej nagiej talii, a ciepły oddech owiewa moją skostniają szyję. Przez ten gest zadrżałam delikatnie i powoli odwróciłam się w stronę Harrego. Jego oczy mówiły wszystko : widniał w nich ogień pożądania i namiętności. Jego malinowe, duże usta były delikatnie otwarte, a policzki lekko zaróżowione. Opalone mięśnie jego rąk były napięte jak struna, co podkreślała dodatkowo biała, obcisła podkoszulka. 
- Dexie... - mruknął tylko, opuszkami palców lewej ręki przejeżdżając po moim brzuchu, aż do krawędzi moich majtek. Powstrzymałam się od ponownych dreszczy i rozluźniłam się tym razem całkowicie. - Jesteś taka... Piękna... 
- Harry, chcę spróbować jeszcze raz... - to wystarczyło, aby jego i moje usta się połączyły w długim pocałunku, po którym zapomniałam wszystko, co zrobił mi Harry. Przylgnęłam do chłopaka z mieszanymi uczuciami i odwzajemniłam pocałunek, obowiązując rękoma jego tułów. Palce Harrego zaś objęły moje pośladki i mocno je ugniatały, a jego język bez zaproszenia wparował między moje wargi i gwałcił mój tak, jakby po raz ostatni miał go posmakować. 
- Harry - jęknęłam głośno, gdy jego jedna dłoń wparowała do moich majtek. Czułam, jak jego palce badają delikatnie badają moją kobiecość, jak masuje ją okrężnym ruchami i bawi się podnieconą łechtaczką. Ślizgał się między moimi mokrymi od podniecenia fałdkami, co o dziwo przynosiło mi nie małą przyjemność. 
- Podoba Ci się? - szepnął w moje usta, a jego jeden palec zniknął we mnie, na co zareagowałam głośnym jęknięciem. - Muszę to zobaczyć, nim zdegustuję... - Harry położył mnie na łóżku i w mgnieniu oka zdarł ze mnie bieliznę dolną jak i górną, po czym rozszerzył moje nogi najszczerzej jak mógł. - Twoja cipka jest na prawdę piękna, Dexie... Pozwól, że spróbuję jej, a wszystko będzie lepsze... - Harry nawiązując ze mną kontakt wzrokowy, ucałował dokładnie moje piersi, przygryzając ich twarde sutki, a następnie pocałunkami z językiem malował ścieżkę, aż do samego dołu. Jego język w stylu węża przebiegł po mojej łechtaczce, chwilę później drażniąc moje ciasne wejście. 

Wygięłam się w łuk, nie wiedząc, że to mogło być aż tak przyjemne, lecz cała zarumieniona patrzyłam na poczynania Harrego. Chłopak żywił się mną, jadł żywcem i lizał moje soki podniecenia. 
- Harry, ja będę docho... - sapnęłam z przejęciem, a on szybko oderwał się ode mnie, na co zareagowałam jękiem protestu. 
- Kochanie, postaram się być delikatny... Nie chcę Cię skrzywdzić, zbyt dużo przeze mnie wycierpiałaś... - mruknął, całując mnie czule. I wszystko już było jasne, tak jak mówiła mi to Sophia. 

Harremu zależało na tym, abym czuła się dobrze. 

Pierwszy raz od wielu dni uśmiechnęłam się do niego szczerze i pozbyłam się jego koszulki i rozpięłam spodnie, również je zdejmując, przez co pozostał w samych czarnych bokserkach od Calvina Klein ‘a, które opinały jego męskość. - Chcę, byś czuła się przy mnie bezpieczna... Jak będzie Cię bolało, to powiedz dobrze? - pokiwałam głową i wtuliłam się w niego jak małpka. Jego tors był ciepły i miękki w dotyku. Był jak pluszowy miś. 

Harry wyjął szybko ze swojej kieszeni spodni srebrną paczuszkę, po czym ją rozerwał, zdjął swoje bokserki i założył ją na całą swoją długość. 

- Gotowa? - niepewnie skinęłam ponownie potakująco głową i uczepiłam się ramion Harrego i jeszcze bardziej rozszerzając nogi. Harry nadstawił przed moje wejście swojego członka. - Mów mi, jakby coś Cię bolało, dobrze? - w odpowiedzi pocałowałam go krótko, lecz namiętnie. - To...
- Harry pchnął swoje biodra do przodu, przez co jego męskość zniknęła do połowy we mnie. Jęknęłam drobiazgowo i wbiłam paznokcie w jego skórę. - Powinien być Twój pierwszy raz... - Harry poruszył się we mnie delikatnie, co wywołało u mnie falę bólu, na co wykrzywiłam twarz w grymasie. - Wolniej? - ponownie pokiwałam głową i odetchnęłam głęboko. Chłopak oparł się jedną ręką na poduszce obok mojej głowie, drugą odczepił moją dłoń i wplątał w nią swoje palce. Nasze spojrzenia powędrowały na nasze ręce i ten widok dał mi do rozumienia jeszcze bardziej. Swój wzrok przeniosłam na Harrego, który zrobił to samo. - Dlaczego to robisz? Dlaczego uprawiasz ze mną seks po tym, co Ci zrobiłem?
- Przemyślałam wszystko, Harry... Ja... Nie mogłabym Cię stracić... - sama nie wierzyłam w swoje słowa. Zaskoczyło mnie to wyznanie. 
- Ja Ciebie również, Dexie. Na prawdę Cię przepraszam... - szepnął z powagą, hipnotyzując mnie swoim wzrokiem. - Nie mogę Cię stracić, nie mogę Dexie... Jestem dla mnie bardzo ważna i nie pozwolę Ci ode mnie odejść - jego słowa spowodowały u mnie ciepło, rozlewające się po ciele. 

Jednak mu zależało... Coś dla niego znaczyłam... 

Złączyłam nasze usta w kolejnym pocałunku i nie zważając na lekkie ukłucia bólu, zaczęliśmy nawzajem ruszać swoimi biodrami, doprowadzając siebie na sam skraj i wkrótce do niesamowitej przyjemności, której doświadczyliśmy wspólnie.


***

Nawet nie pamiętałam kiedy zasnęłam, lecz obudziło mnie coś ciepłego i mokrego i to coś jeździło po mojej szyi. Zachichotałam cicho i otworzyłam delikatnie oczy. Tak jak podejrzewałam, był to Harry, który usiłował wybudzić mnie ze snu.
- Przestań – zaśmiałam się trochę głośniej i pacnęłam go lekko w jego czuprynę.
- Bijesz mnie? – wymruczał rozbawiony i przygniótł mnie swoim ciałem i łaskotał. Wybuchłam głośnym śmiechem i próbowałam go z siebie zepchnąć, ale ten przylepił się do mnie jak pszczoła do miodu. – Przeprosisz?
- Nie! – krzyknęłam roześmiania.
- Na pewno? – Harry ponownie mnie połaskotał, co wywołało u mnie kolejną falę śmiechu.
- Tak, tak! Przepraszam! – pisnęłam, waląc go pięściami po nagiej klatce piersiowej. W ogóle byliśmy nadzy, wtedy zdałam sobie z tego sprawę. 
- Wyglądasz dzisiaj inaczej wiesz… Tak jak… Po porządnym seksie – powiedział Harry z zawadiackim uśmiechem i złożył na moich ustach krótki pocałunek, po czym dodał. – Dasz mi tą ostatnią, już naprawdę ostatnią szansę?
- Czy wczorajsza noc Cię o tym nie uświadomiła? – podniosłam pytająco brwi. 
- Spodziewałem się, że dzisiaj rano zastanę puste miejsce obok siebie.
- Pomyliłeś się – uśmiechnęłam się i znalazłam się na nim.
- To jak? Ostatnia szansa?
- Tak, ostatnia jedyna szansa, Harry – pokiwałam głową i pochyliłam się nad nim, aby głęboko i soczyście pocałować chłopaka, który mógł mnie uszczęśliwić.


******************
Spodziewaliście się takiego rozwinięcia akcji? :D Mam nadzieję, że się podoba :D Następne rozdziały będą pełne napięcia, krwi i tego czego uwielbiacie :D I JEDNA osoba ZGINIE :/ Obstawiajcie kim ona / on może być :) Czekam na wasze komentarze :)


23 komentarze
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!! :* <3

Komentujcie <3

Hazza__69

poniedziałek, 12 maja 2014

Murder Buisness - 15. " To Start Over "

- Ty chcesz ze mną rozmawiać po tym, co Ci zrobiłem? - zapytał mnie Harry, patrząc na mnie z lekkim szokiem. 
- Zayn powiedział mi, że podupadłeś - szepnęłam. 
- Przesadza - warknął Harry z prychnięciem.
- Nie wyglądasz najlepiej - stwierdziłam, siadając po drugiej stronie materaca, na przeciw niego.
- Przejmujesz się tym? Po tym jak Cię zgwałciłem? - zadrżałam na to wspomnienie. 

Sama nie wiedziałam, dlaczego właśnie z nim rozmawiam... Było to dla mnie niezrozumiałe, to wyglądało tak, jakbym przejmowała się stanem Harrego. 

- Nie chcę byś się zadręczał - mruknęłam, bawiąc się swoimi palcami. 
- Ty się słyszysz, Dexie? Ja Cię do kurwy nędzy zgwałciłem! - krzyknął na całe gardło, na co podskoczyłam ze strachu. Harry to zauważył i momentalnie się uspokoił. - Przepraszam, ale... Nie panuję nad sobą w ostatnim czasie...
- W tym jest cały problem, Harry. Musisz się uspokoić.
- Ja tak nie potrafię Dexie. Całe życie dominowałem, nikt mi się nie sprzeciwiał, nigdy... A ty to zrobiłaś jako pierwsza... Nie mogę tego przełknąć, jako osoba o wysokim mniemaniu o sobie. Zrobiłem Ci krzywdę... - nie mogłam patrzeć na niego, jak się nad sobą użalał. Nie mogłam mu wybaczyć tego co zrobił, lecz teraz zauważyłam, ze tego żałował. - Nie powinienem wtedy zjawić się w Twoim domu, dzisiaj wyglądałoby to zupełnie inaczej...
- Teraz bym nie żyła, Harry - odparłam.
- Ale przynajmniej nie byłoby Cię tu, w takiej dupnej sytuacji... Lecz jednocześnie nie mogę Cię zostawić... Coś mnie do Ciebie przyciąga... Coś, czego nie mogę określić, Dexie. Nie chcę byś skończyła jak ona...
- Ona, czyli kto? 
- Gemma, moja siostra - Harry spuścił głowę, by ukryć swój smutek. - Blaise ją zabił... A ja to wszystko widziałem i nie mogłem nic zrobić...
- Dlaczego?
- Porwali ją i przetrzymywali bardzo długi czas, a ja od czasu do czasu dostawałem od nich nagrania. To co jej robili... Ona cierpiała całe dnie i noce, nie chcę aby spotkało to i Cię, a tym bardziej, że przypominasz mi Gemme, jesteś taka sama jak ona... Delikatna, współczująca i przede wszystkim piękna. 
- Z tym ostatnim to trochę przesadziłeś - zaśmiałam się ponuro, lecz jemu nie było do śmiechu. - Harry, jest mi bardzo przykro z powodu Twojej siostry, ale to nie usprawiedliwia Cię od zgwałcenia mnie.
- Dexie... - Harry w pewnym momencie przybliżył so do mnie i chwycił za obie ręce. Czując jego dotyk głęboko zadrżałam.
- Jestem najgorszym debilem na świecie, popełniłem największą głupotę w swoim życiu. Nigdy żadnej dziewczyny nie zgwałciłem, nie wiem co się ze mną stało... Naprawdę tego żałuję i zrobię na prawdę wszystko, abyś mi w końcu wybaczyła i na nowo zaufała.
- Harry... Nie... - pokręciłam głową i wyrwałam ręce z naszego uścisku. - To jest wszystko takie... Świeże i nadal wszystko czuję... Nie mogę od tak z Tobą rozmawiać o kwiatkach i jednorożcach i o wszystkich miłych rzeczach... Ja tak nie potrafię. Poważnie mnie zraniłeś i nie wiem, czy kiedykolwiek Ci w pełni zaufam. 
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytał mnie ze łzami w oczach. Mi również obraz przed oczami, czyli Harry, zaczął mi się rozmazywać. Cholera jasna, tylko nie płacz Dexie, bądź twarda. 
- Ja... Powinnam o Tobie całkowicie zapomnieć... Wyjechać stąd i już nigdy Cię nie spotkać - westchnęłam płaczliwie. 
- Nie rób mi tego, Dexie... Proszę Cię - wyszeptał błagalnie, z powrotem zamykając nasze dłonie w swoich. - Musisz przy mnie być, potrzebuję Cię. Jesteś moja i niczyja inna.
- Nie, Harry. Ja już podjęłam decyzję. Zostanę z wami, ale z Tobą nie chcę utrzymywać żadnych kontaktów. Chcę abyśmy o sobie zapomnieli i żyli swoim dawnym życiem. 
- Ale ja tego nie chcę - powiedział stanowczo.
- Pogódź się z moją decyzją, klamka zapadła już w chwili, gdy to ze mną zrobiłeś, bez mojej zgody. Wiesz jak czuję się upokorzona? 
- Dexie, zrobię co tylko ze chcesz, ale proszę, nie zostawiaj mnie. Nie chcę, byś traktowała mnie jak chuja bez uczuć. 
- Nie jesteś nim, po prostu w niektórych chwilach powinieneś nad sobą panować.
- Ale jest już za późno, bym wszystko naprawił, tak? - prychnął. 
- Tak jakby - wzruszyłam ramionami. 
- Mam to w dupie, wiesz? Chcę robić z Tobą wszystko, o czym Ci mówiłem kiedyś tam dawno temu, a to... - Harry nie dokończywszy zdania, pochylił się nade mną i namiętnie pocałował. Oczywiście, bez wzajemności. - Pocałuj mnie, wiem, że tego chcesz...
- Nie, nie chcę - mruknęłam, chodź moje myśli krzyczały co innego. Chciały więcej i więcej... Jebane ladacznica. 
- Nie okłamuj samej siebie, kochanie... Pocałuj i wtedy mi powiedz, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego - rzekł pełen powagi.  
- Nie mogę, bo wiesz, że wtedy zostanę. Ja to muszę wszystko przemyśleć. Nie mogę żyć z Tobą ze świadomością, że w każdej chwili możesz mnie skrzywdzić.
- Dexie, nie rób mi tego... Nie zostawiaj mnie...
- Na razie, Harry. Do zobaczenia wkrótce - wstałam z materaca i wyszłam jak najprędzej z pokoju, aby nie być dłużej w jego towarzystwie. Inaczej skończyłoby się to tak, jak w moim czarnym scenariuszu. Nie mogłam, musiałam być silna i twarda, ale moje ciało chciało rzucić się w ramiona Harrego i nigdy go nie puszczać. 

Coś ty mi zrobił, Styles?

***
- To nasz nowy dom - oznajmił Louis z dumą, zatrzymując się pod ogromną willą na obrzeżach Las Vegas. W samochodzie od dobrych dwudziestu minut panowała grobowa cisza, co nie sprzyjało każdemu z nas, szczególnie Louis'owi i Perrie, bo oni kochali rozmawiać. A wszystko było sprawką moją i Harrego. Nie odzywaliśmy się do siebie od kilku godzin, lecz co chwila zerkaliśmy ukradkiem na nasze poczynania. - Ludzie, wyglądacie jak trupy! Podoba się wam!?
- Tak kochanie, ale nie musisz się przy tym wydzierać - odparła El, całując go w policzek.
- Przepraszam... To jak? Idziemy go oglądać? - w odpowiedzi wszyscy wysiedli z auta. Dom powalał na kolana. Chłopacy musieli wydać na niego fortunę!
- Louis, ile za niego daliście? Bo jest niesamowity! - moje pytanie z głowy wyjęła mi Perrie, wtulając się w Zayn'a. Nie mogłam na nich patrzeć. Lecz nie w tym sensie, że ich nie lubiłam, bo było przeciwnie : tworzyli piękną parę. Czemu Harry nie mógł być taki jak Zayn? Mulat był w stosunku do Perrie troskliwy, kochany, dawał jej szczęście i radość... A Harry? Co najwyżej ciągle wyrządzał mi krzywdę. Dlaczego to wszystko musiało być wobec mnie takie niesprawiedliwe?
- Ani grosza - zacmokał Louis, zadowolony z siebie. 
- No no, dobra robota chłopcy. Jednak umiecie zadbać o lokum.
- Bo to my, skarbie - odparł Zayn, całując ją krótko w usta. 
- Chodźcie do środka. Tam jest równie zajebiście, co tu - powiedział Louis, prowadząc nas wszystkich do wewnątrz domu. 

Louis miał rację. Wszystko było perfekcyjne... Kolory, umeblowanie, dodatki, nasze sypialnie, kuchnia, łazienki... powalało na kolana. Lecz i tak nic nie odwracało mojej uwagi od... Harrego. Nie mogłam sobie go od tak wybić ze swojej głowy, gdyż było to naprawdę trudnym zadaniem. Połączyła nas tajemnicza więź, która za wszelką cenę nie chciała, aby ją przerwano. Albo oszalałam, albo wydawało mi się, że to coś chciało, abym była jak najbliżej Harrego. 

Ugh, to było takie frustrujące!

***
Nienawidziłam wieczorów. 

Wtedy każdy mógł zostać sam na sam z myślami, a ja tego właśnie nie chciałam. Bałam się z nimi zmierzyć. Na szczęście miałam dziewczyny, które zamieszkały ze mną w jednym pokoju. Gdyby nie one, nie przeżyłabym tego całego wydarzenia związanym z Harrym psychicznie, jak i fizycznie. Byłam im za to bardzo wdzięczna.
- Musisz z nim o tym poważnie porozmawiać. Bez krzyku i nerwów - stwierdziła Perrie, głaszcząc mnie dłonią po plecach, w pocieszającym geście, choć on taki wcale nie był.
- Zrozum Perrie, że ja właśnie nie mogę - jęknęłam w poduszkę, przez co mój głos był częściowo stłumiony. Po chwili dodałam. - Bo wiem, jak to się całe gówno między nami skończy.
- Może wy... Potrzebujecie właśnie tego zbliżenia? - odezwała się Sophia, patrząc na mnie z zaciekawieniem. - Pomyśl... Wystarczyłby jeden raz i dowiedziałabyś się, czy mu na Tobie zależy.
 - Czy ty właśnie zasugerowałaś, że mam się z nim przespać jak jakaś szmata? - zapytałam z niedowierzaniem. Oho, tego bym się po niej nie spodziewała. 
- Tu nie chodzi o szmacenie się, Dexie, tylko o sprawdzenie go i jego uczuć do Ciebie.
- Nie zrobię tego znowu - pokręciłam głową. - Nie zrobię i tyle.
- Dexie, ja wiem co mówię! - krzyknęła na mnie. To był pierwszy raz kiedy podniosła głos... w ogóle. - Liam też mnie gwałcił, tak jak i Perrie Zayn, czy El Louis. Wszystkie wypróbowałyśmy na nim tą taktykę i się sprawdziła w zupełności. 
- Ja nie dam rady, Sophia... Ja nie mogę normalnie patrzeć mu w oczy po tym, co mi zrobił - mruknęłam z kwaśną miną.
- Nam też było trudno, ale sobie poradziłyśmy. To jest tylko jedna noc, bez zobowiązań. 
- A potem?
- Zobaczymy co z tego wyjdzie. Jeśli Harry będzie taki sam nadal, to wtedy zrobimy wszystko, abyś opuściła to miejsce.
- Ale, że ja sama? Gdzie? - pytałam.
- Gdzieś na pewno, ale z dala od niego, lecz na razie bądź cicho, okay? - skinęłam głową na tak. - Świetnie... Więc, radziłabym Ci załatwić sprawę szybko i bez żadnych wstępów.
- Ale, że teraz mam iść do niego i prosić go o seks? To debilne.
- Nie ma innego wyjścia. Umyj się, a my Ci przygotujemy coś... seksownego. Harremu stanie na Twój widok.
- Sophia - klepnęłam ją w ramię i pokierowałam się posłusznie ku łazience, choć nie wiedziałam dlaczego to robię. 


Musiało mi do końca odbić.


***************************
Oto nowy, długo wyczekiwany rozdział! :D Jak się wam podobał? :D Czyżby na pewno Dexie uda się zerwać kontakty z Harrym? :D Dowiecie się w następnym rozdziale, który będzie bardzo... pikantny :D ^^



21 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!! :* <3

Komentujcie <3



Hazza__69